O grasujących słoniach, powrocie dzieci do szkół po 3-miesięcznej przerwie i czwartkowych adoracjach na misji Mwandoya opowiada ks. Marek Krysa SMA posługujący wśród plemienia Sukuma.
Jak obecnie wygląda sytuacja związana z koronawirusem w Tanzanii?
Generalnie zostało ogłoszone, że virus się skończył i wiele ludzi w to uwierzyło, choć nie jest to prawdą do końca. Na pewno inaczej wygląda sytuacja w dużych miastach, a inaczej na wioskach. Chorych było więcej w miastach. Cały kraj jest trzy razy większy od Polski.
Od poniedziałku 29 czerwca już wszystkie szkoły wróciły do normalnego porządku z nakazem częstego mycia rąk i noszenia masek. Nasza szkoła krawiecką powróciła do funkcjonowania 2 tygodnie temu, a przedszkole wczoraj. Muszę powiedzieć, że brakowało dzieci i młodzieży na misji przez ten czas. Co weekend wiele dzieci i młodzieży przychodziło przed koronawirusem na teren sportowy, aby grać i się bawić. A tu przez 3 miesiące cisza, spokój.
Środki zapobiegawcze zastosowane przez ten kwartał to mycie rąk wszędzie. Przed każdym sklepem, instytucją stała woda i mydło i obowiązkowo trzeba było myć ręce. Trzeba też było zakładać maski. Wszystkie szkoły, uniwersytetu, przedszkola, punkty nauczania zamknięto na te 3 miesiące. Hotele, restauracje też. Godziny policyjnej nie było.
Kościoły były otwarte?
Kościoły w Tanzanii funkcjonowały przez cały czas, choć z pewnymi ograniczeniami. Nie było katechezy, spotkań w poszczególnych grupach, dzieci nie chodziły do kościoła w niedzielę itp. Powstała też specjalna modlitwą, którą my ciągle odmawiamy po każdej Mszy Świętej. Nasz kościół był i jest otwarty i każdy może sobie zawsze przyjść, by się pomodlić indywidualnie. Staraliśmy się unikać zgrupowań, by nie dawać okazji zarażenia. Na czas pandemii czwartkowe adoracje Najświętszego Sakramentu zostały przeniesione z kaplicy „Tabor” do kościoła, gdzie jest większa powierzchnia. Kaplica nadal funkcjonuje. Ludzie przychodzą na osobistą adorację i modlitwę. Przed pandemią nie zdążyłem, a nawet nie próbowałem objechać całej misji, która liczy 41 stacji dojazdowych, bo w porze deszczowej jest to niemożliwe.
Przez te trzy miesiące rząd i Kościół zachęcali do modlitwy indywidualnej.
Czyli rząd wspierał Kościół?
Co do pomocy ze strony władz, to jej nie ma. Nie ma też utrudnień, więc jest dobrze. Prezydent ciągle powtarzał, że trzeba zaufać Bogu, modlić się i przyjmować Komu Świętą, a korona, ci nic nie zrobi.
Polscy misjonarze mogli wrócić do domu. Ksiądz został.
Zostałem w Tanzanii, bo nie widziałem potrzeby zjazdu. Kiedy nie ma bezpośredniego zagrożenia, to miejsce misjonarza jest być na misji z wiernymi. Powtarzam za moją mamą: „Co kogo ma spotkać to i tak spotka”.
A słonie można już spotkać?
Tak, słonie już zaczęły się pojawiać, co jest dużym zaskoczeniem dla wielu, bo ogólnie pojawiały się później. Niedawno jedna osoba przerażona mówi mi, że dzień wcześniej o godz. 21 słonie przeszły obok jej domu, a mieszka w Mwandoi w centrum wioski. Inna mówił mi: „Księże bałam się bardzo, nawet z domu nie wyszłam, tylko słyszałam krzyki ludzi”. Obecność słoni na terenie parafii jest dużym utrudnieniem dla mieszkańców. Słonie w poszukiwaniu jedzenia i wody robią duże szkody. W minionym roku widziałem drzewa przez nie połamane, a nawet lepiankę rozwaloną.
Problem słoni to niejako normalność. Oby do tej normalności kraj powrócił jak najszybciej.
Cieszę się, że jak na razie, to niewiele się słyszało i słyszy o obecności i skutkach virusa w Tanzanii. Licząc na szybkie pokonanie wirusa serdecznie pozdrawiam z ciepłej i suchej Mwandoi.