Robić coś - czy raczej nic nie robić?

3 lipca 2020

Od czasu do czasu, po zakończonym całym dniu pracy, siadam sobie przed moim domkiem, skąd mogę obserwować ludzi powracających do swoich domów z pola, z lasu, ze źródła lub z jeszcze wielu innych kierunków codziennego życia. W oddali widzę dymy ognisk leniwie wznoszące się do góry. Gdzie indziej widzę kobiety, które idą i niosą na głowie ogromne kłody drzewa, a na nich związane w snopy liście manioku. I jakby to było mało to na ich placach spoczywają kosze, a w nich zapewne coś do jedzenia. Przy nich są też małe dzieci, skaczące z radości i krzyczące: mama wróciła do domu! Mniej zauważalni są w tym czasie mężczyźni, tak jakby nie wrócili jeszcze z polowania albo już zdążyli się gdzieś rozejsć. Wszystko jest prawie zawsze takie samo… Ten obraz wioski przed nocą może czasem tylko deszcz zmienia. Gdyby nie widok naszego kościoła i ludzi pompujących nogą wodę ze studni to można by pomyśleć, że jestem gdzieś w średniowieczu. Od lat stale te same zajęcia ludzi żyjących bez elektryczności i zasięgu telefonicznego, nawet styl budowania domków musi być ten sam od dawna, gdzie chatki z ziemi i gałęzi pokryte są dachem z liści, jak łuski na rybie. Dzięki temu deszcz nie przecieka do wnętrza domku. W Monasao wszystko jest jeszcze takie retro, z przeszłości. Patrząc na to myślę sobie, że jest jeszcze tutaj tyle do zrobienia, ażeby choć trochę przybliżyć tych ludzi to standardów życia istniejących na innych kontynentach. Ale czy to robić? Czy tutejsi ludzie są w stanie to zmienić? Czy chcą przede wszystkim takich zmian? Przecież nie wszystko co nowe jest lepsze. Zatem: robić coś - czy raczej nic nie robić?

To pytanie nasiliło się w mojej głowie z powodu Covid-19. Wiadomości o rozprzestrzeniającej się i ogarniającej cały świat chorobie, decyzje rządów o wstrzymaniu gospodarek, zakaz wychodzenia ludzi w domów i izolacja chorych, zamknięcie granic, szkół, kościołów i wszystkiego, co się tylko da, by powstrzymać rozszerzającą się zarazę było czymś, czego nikt z nas wcześniej jeszcze nie widział na własne oczy. Oczywiście można było wyobrazić sobie takie sytuacje w filmach lub w powieściach, ale nie przeżyć je samemu. Tym razem jest jednak inaczej. Mamy zagrożenie. Prawdopodobnie będą problemy i trzeba się nie nie przygotować. Mamy przecież przychodnię, a więc będziemy musieli się z tym wszystkim skonfrontować. Tylko co robić? A może jednak nic nie robić? Co przecież możemy zrobić z naszymi skromnymi środkami finansowymi wobec tak ogromnego wyzwania, z którym nie dają sobie rady światowe gospodarki? W prawdzie nasza wioska to lekko ponad 4 tysiące mieszkańców, ale wokół są też inne wioski bez przychodni. A my na półkach naszej apteki mamy raptem kilka podstawowych leków na najczęstsze choroby, do leczenia których nie potrzeba respiratorów, masek, może tylko niewielką ilość rękawiczek. Gdzie szukać pomocy?

„Kto mieszka pod opieką Najwyższego, będzie przebywał pod osłoną Wszechmogącego …. Bo On uwolni cię z sideł łowców i wybawi od zgubnej zarazy” ” mówi nam psalmista w Ps 91,1.3. Dlatego też tak właśnie razem z moimi wiernymi z Monasao rozpocząłem walkę z Covid-19. Nie wiedząc co robić, w strachu, ale z nadzieją skierowaliśmy nasz wzrok najpierw na Pana. Zdecydowaliśmy, by każdego dnia o 7 rano bił dzwon kościelny przypominający wszystkim ochrzczonym o modlitwie, by Wszechmogący „wybawił nas od zgubnej zarazy”. Ta modlitwa trwa do teraz i musiała być szczera od samego początku, gdyż do dzisiaj stale cieszymy się z tego, iż choroba do nas nie dotarła. Dotarła do nas natomiast nieoczekiwana pomoc od wielu prywatnych darczyńców i organizacji „Redeptoris Missio” z Polski, którzy pomimo trudnych okoliczności u siebie pamiętali także o nas. Szczerze wszystkim im dziękuję za te gesty solidarności i pamięć, ponieważ patrząc z perspektywy czasu podniosły nas one na duchu, dodały sił oraz pomogły nam zakupić więcej lekarstw, zaopatrzyć się w maski, kombinezony ochronne i środki do dezynfekcji. Pomoc ta wyzwoliła w nas także więcej energii, by umacniać słabych i lepiej wspólnie przygotować się do walki z chorobą.

W tym samym czasie jedna z organizacji pozarządowych działająca na naszym terenie pozyskała dość spore środki finansowe na walkę z Covid-19. Aby móc wykorzystać te środki wpadła na pomysł, by odizolować populację Pigmejów z kilku sąsiednich wiosek i przewieźć ich do wykreowanych obozowisk w lesie, z dala od ich rodzinnych osad. Od jakiegoś czasu dostarczają im tam żywność i mydło. Zaangażowane w to były także miejscowe władze, oczywiście nie za darmo. Pigmeje pod groźbą kary i  odesłania do więzienia, ale też z perspektywą darmowego i łatwo zdobytego jedzenia przystali na takie rozwiązanie. Tylko jak długo to potrwa? Dlaczego akurat Pigmeje, a nie inne grupy etniczne? I w końcu, czy po zakończonej izolacji, gdy powrócą oni do swoich domów, to czy coś w nich jeszcze zastaną…?

Przez tę akcję ceny podstawowego produktu spożywczego, jakim jest maniok, podskoczyły do góry, gdyż skromne zapasy tych bardziej pracowitych rolników szybko zostały wykupione i wyczerpały się. Do lasu, za Pigmejami, zostały przewiezione worki manioku. Ludzie pozostający we wioskach zaczynają się jednak skarżyć, że nie mają co jeść, bo od kilku dni nigdzie nie można kupić manioku. Widać, że skromne zasoby rolników praktycznie zostały wykupione przez pieniądze projektu. Do tego nałożyła się jeszcze sytuacja ciągle padającego deszczu, gdyż mamy początek pory deszczowej. Z kolei Ci, którzy mają jeszcze trochę własnego manioku nie mogą go wysuszyć i przygotować na posiłek. Co zatem będzie dalej? Jeszcze nie dotarł do nas Covid-19, a już jest co raz trudniej i drożej niż wcześniej.  Gdyby okazało się, iż taki stan rzeczy będzie przedłużać się to co z małymi poletkami Pigmejów, które nie zostały zasiane? Czy jak minie koronawirus to, czy również ktoś im da coś do jedzenia? Tak więc moje proste pytanie: „ robić coś – czy raczej nic nie robić?” okazuje się ważne i ma swój sens. Jednak trzeba się jeszcze zastanowić „jak robić?”, aby wysiłek włożony w pracę dał właściwe owoce. Nie wystarczy robić tylko dlatego, że przecież „coś robić” trzeba.

Pisząc tych kilka słów, nie wiem jaka będzie nasza przyszłość. Ale nie tracę wiary pomimo, że sytuacja w kraju jest taka jak zawsze, czyli beznadziejna i trudno z niej cokolwiek prorokować. Póki co, choroba stale do nas nie dotarła pomimo, że w stolicy jest coraz więcej potwierdzonych przypadków Covid-19, a to znaczy, że choroba rozprzestrzenia się. Pierwsze miesiące po dekrecie prezydenckim, który wyszedł tuż przed Niedzielą Palmową, z obostrzeniami cywilnymi na wzór tych światowych ujawniły oczywistą słabość tego państwa oraz korupcję rządzących, którzy w bardzo krótkim czasie pieniądze z międzynarodowej pomocy przeznaczyli na swoje prywatne potrzeby. W postanowieniach prezydenckich było też widać nierealność decyzji żywcem ściągniętych z decyzji innych rządów. Dla przykładu, gdzie tutaj można uciec przed chorobą? Nawet ucieczka do lasu nie jest rozwiązaniem dla wszystkich. Jak się przed nią schronić w tutejszych warunkach, gdzie ludzie żyją z dnia na dzień, w licznych rodzinach, w domach o kilku metrach kwadratowych, bez wody z kranu, bez łatwego dostępu do mydła lub innych środków wspomagających walkę z chorobą?

„ Pan jest twoim schronieniem! Najwyższego uczyń swoim mieszkaniem. Nie dosięgnie cię nieszczęście i plaga nie zbliży się do twojego namiotu, bo swoim aniołom wydał polecenie, żeby cię strzegli na wszystkich twych drogach”. (Ps. 91,9-11) Jak dobrze mi dzisiaj Boże, że otrzymałem łaskę wiary, że stale do mnie mówisz. No i że dajesz mi ludzi, którzy o nas pamiętają i nas wspierają. Warto sobie pomagać i pamiętać o innych, szczególnie w dzisiejszych czasach…

 

 

Pomóż misjonarzom!

Papieskie Intencje Ewangelizacyjne

Październik 2020
Módlmy się, aby wierni świeccy, a szczególnie kobiety, na mocy chrztu w większym stopniu byli włączani w podejmowanie odpowiedzialności za Kościół

Nasze projekty w Afryce

Mobilna Klinika Moita Bwawani - TANZANIA

Przychodnia Zdrowia w Monasao - RŚA

Podziurawiony Uśmiech - TANZANIA

Dom Słowa Bożego EMMANUEL - RŚA

Masajski Elementarz - TANZANIA

Dom dla dzieci z albinizmem „TANGA-ŻAGIEL” - TANZANIA

Duchowa formacja studentów z El Jadida - MAROKO

Szekspir do kwadratu - TANZANIA

Misyjne Przedszkole Świętej Agnieszki - TANZANIA

Poznaj nas bliżej

Pomoc misjom

Dołącz do wybranego dzieła

Stowarzyszenie Misji Afrykańskich

Prowincja Polska
Borzęcin Duży
ul. Warszawska 826
05–083 Zaborów
22 75 20 888
sma@sma.pl
Numer konta:
40 1600 1127 1849 0839 4000 0001

Centrum Misji Afrykańskich

Noclegi, konferencje, rekreacja

Borzęcin Duży
ul. Warszawska 826
05–083 Zaborów

tel.: 22 35 04 735
kom.: 532 689 496  

email: cma@sma.pl

Numer konta:
29 1600 1127 1844 3217 0000 0001 




CChW Solidarni

Centrum Charytatywno-Wolontariackie

Borzęcin Duży
ul. Warszawska 826
05–083 Zaborów
KRS: 0000229579

tel.: 22 75 20 313

email: solidarni@sma.pl 

Numer konta: 
71 1600 1127 1844 3996 6000 0001

ORM Piwniczna

Ośrodek Rekolekcyjno-Misyjny

ul. Śmigowskie 110
33–350 Piwniczna-Zdrój

 

tel.: 18 44 000 77
kom.: 511 915 136

email: piwniczna@sma.pl 

Numer konta:
88 1240 1558 1111 0010 1296 8546

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
182 0.085916996002197