“Ksiądz Gigi został uwolniony!” Taką wiadomość otrzymał 8 października ok. godziny 22, ks. Antonio Porcellato, przełożony generalny SMA. Cztery słowa, na które wszyscy czekali z utęsknieniem, a które w tym właśnie momencie wydawały się aż nierealne. Tym bardziej nierealne, że jeszcze poprzedniego dnia w godzinach porannych, rodzina ks. Pier Luigi rozmawiała z dyrektorem rządowej jednostki kryzysowej, który nie miał żadnych nowych wiadomości. Szybkie i nerwowe sprawdzanie serwisów internetowych agencji informacyjnych, wymiana wiadomości z rodziną ks. Pier Luigiego i wreszcie oficjalne potwierdzenie z jednostki kryzysowej włoskiego MSZ. Pier Luigi Maccalli jest rzeczywiście w grupie czterech uwolnionych zakładników: Francuzka, Malijczyk i dwóch Włochów. Uczucia radości i ulgi mieszały się z ogromnym wzruszeniem. To przecież jeden z naszych braci, który wraca do żywych! „Uwolnienie ks. Pier Luigiego jest najpiękniejszym darem jaki mogliśmy otrzymać z okazji zbliżającego się Światowego tygodnia misyjnego” – powiedział ks. Antonio Porcellato.
Sam moment przyjazdu ks. Pier Luigiego do Domu generalnego SMA w Rzymie był bardzo wzruszający i pełen emocji. Dla niego samego jak również dla tych, którzy tworzą tę wspólnotę. To był prawdziwy powrót do domu członka rodziny wyczekiwanego z niepewnością i utęsknieniem. To jeden z tych momentów w życiu, które głęboko zapadają w pamięć.
Porwanie ks. Pier Luigiego we wrześniu 2018 roku, jego pobyt w niewoli i uwolnienie oraz to co działo się wokół tego podczas tych 2 lat, są trudną i bolesną lekcją. Jednak mogą nas wiele nauczyć i uwrażliwić na to co dzieje się w regionie Sahelu i przez co musi przechodzić zamieszkująca te tereny ludność, a w szczególności chrześcijanie.
Jakie wnioski możemy wysnuć z tego wydarzenia?
Po pierwsze, że fanatyzm (religijny, polityczny czy etniczny) i nienawiść niosą tylko cierpienie i śmierć. Ks. Pier Luigi powiedział, że nie czuje nienawiści do swoich porywaczy. Ci, którzy byli jego strażnikami podczas tego okresu to byli młodzi chłopcy złapani w sieć fanatyzmu i nienawiści, indoktrynowani i często sami zastraszeni. Bardzo agresywna ostatnimi czasy ofensywa dżihadystów w regionie Sahelu jest podszyta różnego rodzaju szemranymi interesami, a hasła religijnego dżihadu są tylko wygodną przykrywką propagandową. Niestety, często skuteczną, bo padającą na podatny grunt ubóstwa, analfabetyzmu, dyskryminacji etnicznej i politycznej. Ks. Pier Luigi powiedział, że w czasie niewoli wielokrotnie myślał o tym jak uciec, ale do samego końca był głęboko przekonany, że jakieś pokojowe rozwiązanie jest możliwe. Dlatego już po uwolnieniu zaapelował o to, aby zawsze szukać rozwiązania, które wyklucza przemoc. „Wciąż jest wiele do zrobienia, aby uwolnić świat od przemocy, aby nie stosować przemocy. To jest prawdziwe przesłanie Jezusa i królestwa Bożego, w którym każdy może naprawdę znaleźć braterstwo, komunię. To wszystko jest naszą misją i wszystko to musimy kontynuować, pracować nad tym, cierpliwie i z pokorą, bez przemocy. Niech brak przemocy będzie naszą strategią, naszym stylem we wszystkich sytuacjach, których doświadczamy.” – zaapelował ks. Pier Luigi.
Po drugie, że bycie chrześcijaninem w tym regionie świata jest śmiertelnie niebezpieczne (dosłownie!). Po porwaniu ks. Pier Luigiego z jego misji w Bomoanga (Niger), wioski należące do parafii były wielokrotnie odwiedzane przez dżihadystów, którzy grozili chrześcijanom, zakazywali im spotykać się na modlitwie w kaplicach, a kilku zabili dla przykładu. Tak jest w Nigrze, Mali, Burkina Faso, w północnej Nigerii, a pojedyncze przypadki zdarzają się nawet na północy Beninu, uważanego aż dotychczas za kraj bezpieczny i spokojny. Żyjąc w Europie, zupełnie nie zdajemy sobie sprawy z tego jak ryzykowne może być bycie chrześcijaninem. W polskiej rzeczywistości jest czymś oczywistym, że możemy spokojnie i bez obaw o własne życie wyjść z domu i pójść do kościoła. Tylko czy potrafimy to zauważyć i docenić? Być może trudności związane z pandemią pozwolą nam spojrzeć inaczej na nasze chrześcijańskie zaangażowanie?
Po trzecie, że zło, którego ktoś doświadcza potrafi wyzwolić w innych ludziach niesamowite dobro i solidarność. Wiadomość o porwaniu ks. Pier Luigiego była szokiem dla jego parafian, rodziny, przyjaciół, współbraci SMA. Wielu stawiało pytanie: dlaczego? Jednak bardzo szybko przyszła wielowymiarowa mobilizacja. Ludzie w wielu miejscach na świecie zaczęli się modlić o uwolnienie ks. Pier Luigiego i innych zakładników przetrzymywanych razem z nim. Szczególnie godne podkreślenia jest osobiste zaangażowanie biskupa oraz wiernych z diecezji Crema, z której pochodzi ks. Pier Luigi. Ten zryw modlitewny trwał z niesłabnącą siłą, aż do ostatniego dnia. I ciągle trwa, ponieważ jest jeszcze kilkoro misjonarzy i chrześcijan przetrzymywanych jako zakładnicy.
Również uwaga światowych mediów skierowała się na ten region i chociaż na krótką chwilę wydobyła go z informacyjnego niebytu. Świat mógł dowiedzieć się o sytuacji w krajach tego regionu, a w szczególności o ekstremalnie trudnej sytuacji chrześcijan. W pewnym sensie, jednym z tego owoców było mocniejsze, choć niekoniecznie skuteczne, zaangażowanie polityczne mające na celu znalezienie jakiegoś rozwiązania.
” Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. (…) Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.” (Mt 10, 17-18.23) Te słowa stały się rzeczywistością, której doświadczył na własnej skórze ks. Pier Luigi. Jak sam przyznał, było to doświadczenie trudne i bolesne, ale nie beznadziejne. „Tak sobie myślę, że po tylu latach głoszenia Słowa, głoszenia Jezusa, Ewangelii, zostałem zaproszony do milczenia. Zostałem zaproszony, aby wejść w ciszę Boga. Pomyślałem sobie, że być może to jest missio Dei i należy to do Niego.” – powiedział ks. Pier Luigi.
Doświadczenie, które stało się jego udziałem, pokazuje, że nawet w najtrudniejszych chwilach, gdy ostatnia iskierka wydaje się gasnąć, trzeba zachować nadzieję.