Św. Jan Paweł II i Niedziela Dobrego Pasterza w Piwnicznej-Zdroju
Niektóre wydarzenia trudno opisać „na chłodno”. Bo choć wszystko ma swój porządek — Msza, homilia, modlitwa — to jednak zostaje coś więcej. Atmosfera, która nie kończy się wraz z ostatnim błogosławieństwem. Taka właśnie była Niedziela Dobrego Pasterza w domu rekolekcyjnym SMA w Piwnicznej-Zdroju.
To dzień, kiedy Kościół szczególnie modli się o powołania — kapłańskie, zakonne, misyjne. Ale tutaj nie było to tylko „kolejne przypomnienie”. To było doświadczenie. Żywe, bliskie, dotykające serca i pozostawiające trwały ślad.
W centrum wszystkiego była Eucharystia pod przewodnictwem ks. prałata Antoniego Myjaka, emerytowanego proboszcza z Rytra i sympatyka Sowarzyszenia Misji Afrykanskich. I moment wyjątkowy — wprowadzenie relikwii św. Jana Pawła II. W ciszy, skupieniu, z takim wewnętrznym poczuciem, że dzieje się coś ważnego. Coś, co zostanie na dłużej.
Wśród zgromadzonych nie zabrakło sąsiadów-przyjaciół misji, mieszkańców okolicy i rodzin, które dobrze znają to miejsce. Obecny był także Pan Tadeusz Jarzębak, stolarz i wykonawca relikwiarium oraz ks. Wacław Dominik, przełożony Prowincji Polskiej SMA — którego obecność naturalnie wpisała się w misyjny charakter tego dnia.
Ks. Antoni mówił prosto, bez zbędnych słów. O świętości. Ale nie tej „z obrazka”. Tylko tej codziennej. Takiej, która zaczyna się od decyzji: chcę iść za Bogiem.
Padło też zdanie, które wielu z nas zna aż za dobrze: „Nie bądź taki święty”. Ile razy słyszymy je półżartem? A przecież — jak przypomniał kaznodzieja — to zdanie jest zupełnie nie na miejscu. Bo właśnie mamy być święci. To nie przesada. To nasze powołanie. A święty Papież jest tego dosadnym przykładem.
Mocno wybrzmiał też ewangeliczny obraz Dobrego Pasterza. Owce nie analizują. Nie kalkulują. Idą, bo znają głos. Bo ufają. Bo czują się bezpieczne. Bo właśnie o taką relację człowieka z Bogiem chodzi — prostą, prawdziwą, opartą na zaufaniu i wierności.
Osobiste wspomnienia ks prałata ze spotkań z papieżem i niedawnych uroczystości wprowadzenia relikwii w Łącku, w których ks. Antoni uczestniczył dodały tej homilii osobistego tonu. Ks. Myjak pokazał, że to wszystko się łączy — miejsca, wydarzenia, ludzie. I że w tym wszystkim naprawdę działa Boża Opatrzność. Cicho, ale konkretnie i dla każdego z nas.
Na koniec wspólna modlitwa za rodziny. Bardzo naturalna, bardzo potrzebna. W miejscu, do którego tak chętnie przyjeżdżają. Z prośbą przez wstawiennictwo św. Jana Pawła II — o jedność, o pokój, o siłę w wierze na codzienność.
A potem po mszy świętej, przyszedł moment równie ważny — choć już mniej formalny. Rozmowy, uśmiechy, dzielenie się wrażeniami… i lokalnymi słodkościami. To właśnie wtedy zapadła decyzja, która — choć wywołała wiele uśmiechów — ma w sobie coś symbolicznego: kremówki papieskie na stałe zagoszczą w świątecznym menu misyjnej kuchni. I może ktoś powie — drobiazg. Ale w tym jest właśnie coś pięknego. Bo wiara to nie tylko wielkie słowa. To też wspólny stół, obecność, zwykła rodzinna i misyjna radość.
Ta niedziela nie była „uroczystością do odhaczenia”. Była przypomnieniem. Że Bóg mówi. Że prowadzi. I że warto — po prostu — iść za Jego głosem. A na tej drodze, dla wielu, dom misjonarzy SMA w Piwnicznej, z relikwiami krwi Świętgo Jana Pawła II, może być umacniającym przystankiem.
Ks. Łukasz Kobielus SMA

