Pianistka Elżbieta Jarszewska-Kordykiewicz opowiada o fortepianie, który podarowała Stowarzyszeniu Misji Afrykańskich. Instrument stoi w Centrum Misji Afrykańskich w Borzęcinie Dużym.
Agnieszka Kurek-Zajączkowska: Co to za instrument?
Elżbieta Jarszewska-Kordykiewicz: Fortepian, który podarowałam stowarzyszeniu, ma ponad 100 lat i jest pamiątką rodzinną. Został wykonany przez niemieckiego producenta prestiżowych instrumentów Grotrian Steinweg na początku XX wieku. Własnością mojego taty, Stanisława Jarosz-Jarszewskiego, stał się po II wojnie światowej. W 1945 r. organizowała się warszawska uczelnia muzyczna. Studenci jeździli po kraju i wyszukiwali instrumenty w dobrym stanie lub takie, które nadawały się jeszcze do renowacji. Za tę pracę, każdy z wolontariuszy mógł sobie wybrać jeden instrument na własność. Tym sposobem do mojego taty trafił fortepian z Gdańska. We wczesnych latach 70-tych XX wieku instrument przeszedł gruntowny remont. Tata, który znakomicie znał język niemiecki napisał list bezpośrednio do fabryki, w którym zwrócił się z prośbą o możliwość zakupienia potrzebnych do renowacji części. W kilka miesięcy później przyszła do nas ogromna, ciężka paczka z kompletami strun, kołków i młotków oraz masą plastyczna do renowacji klawiatury. Był to prezent od producenta. Cała sytuacja była tym bardziej niesamowita, że były to czasy PRL-u i „żelaznej kurtyny”, która izolowała Polskę od Europy Zachodniej. Remont fortepianu przeprowadził przyjaciel mojego taty, pianista, stroiciel-amator, a zrobił to tak znakomicie, że po 50-ciu latach, mimo bardzo intensywnej eksploatacji, instrument jest zupełnie sprawny i brzmi znakomicie.
Nie tylko przez możliwość wejścia w posiadanie fortepianu uczelnia uhonorowała tatę.
Rzeczywiście, można tak powiedzieć, że zaszczyt, który spotkał mojego tatę 17 października 1945 r. był również wyrazem docenienia jego zaangażowania w organizację uczelni muzycznej w powojennej Warszawie. Tego dnia, dokładnie w 96-tą rocznicę śmierci Fryderyka Chopina, studenci i wykładowcy uczelni brali udział w podniosłej uroczystości sprowadzenia z Milanówka do Warszawy urny z sercem kompozytora. Mój tata i jego przyjaciel, również pianista, Rafał Nowacki wnieśli ją do kościoła Św. Krzyża. Całą niezwykłą historię serca Fryderyka Chopina obejrzeć można na You Tube – bardzo serdecznie polecam film pt. „Serce Chopina”.
Można powiedzieć, że piękna gra uratowała też tacie życie.
Tak, to naprawdę niesamowita historia! Tata rozpoczął naukę gry na fortepianie w wieku 8 lat. Miał 14 lat kiedy wybuchła wojna, był więc wówczas na etapie bardzo intensywnego rozwoju swojego talentu. W czasie wojny uczęszczał na tajne lekcje, które odbywały się w mieszkaniu znakomitej pianistki Margerity Trombini-Kazuro, żony Stanisława Kazuro, późniejszego rektora warszawskiej uczelni muzycznej. Lekcje te przerwał wybuch Powstania Warszawskiego, w którym tata mój brał czynny udział. Po upadku powstania znalazł się w obozie w Pruszkowie. I tam wydarzyła się historia jak w filmie „Pianista” Romana Polańskiego - mój tata sprzątał oficerską kantynę, w której stało pianino. Nie zważając na niebezpieczeństwo, usiadł i cicho zagrał mazurek Chopina. Grę taty usłyszał niemiecki oficer i od tego dnia kazał mu codziennie dla siebie grać. Gdy likwidowano obóz, uchronił go przed rozstrzelaniem i umieścił w części przeznaczonej dla ludności cywilnej. Dzięki temu tata przeżył, ale koszmar i trauma wojny została w nim do końca życia.
Trudno się było Pani rozstać z tym fortepianem?
Tak, bardzo trudno….ale, ponieważ jest to pamiątka rodzinna, to trudną decyzję o jego przekazaniu podjęliśmy wspólnie z rodzeństwem, choć tylko ja jestem muzykiem i to mi służył przez lata. Pracuję na uczelni i mam do czynienia z instrumentami współczesnymi. Trochę inaczej gra się na starym fortepianie, a inaczej na nowym. Fortepian to mój warsztat pracy, więc muszę mieć dobry instrument. Stroiciele namawiali mnie na zamianę fortepianu na współczesny. Gdy już decyzja zapadła, to wiedziałam, że fortepian musi pójść w dobre ręce. Mogłabym go podarować szkole, by służył dzieciom. Ale pojawiła się opcja przekazania go Stowarzyszeniu Misji Afrykańskich, które jest niedaleko mojego domu. Kiedy usłyszałam, że ks. Grzegorz Kucharski marzy o pozyskaniu dla misji fortepianu, pomyślałam, że będzie to najlepsze rozwiązanie. Czułam, że nie „porzucam” instrumentu, tylko oddaję go w miejsce, gdzie będzie bezpieczny, że oddaję go ludziom, którzy będą o niego dbać. U misjonarzy nie będzie raczej tak często używany jak w szkole, co daje mu szansę na dłuższą sprawność - myślę, że jeszcze długo będzie służył lokalnej społeczności. Kiedy przejeżdżam obok misji, to o nim myślę - mam nadzieję, że swoim „aksamitnym” brzmieniem wzruszy jeszcze wielu słuchaczy.
Jak teraz należy dbać o fortepian?
Mimo swojego wieku fortepian jest w pełni sprawny, wciąż ma piękny dźwięk i delikatne brzmienie. Aby tak było jak najdłużej, trzeba dbać o odpowiednią wilgotność powietrza w pomieszczeniu, w którym stoi. Wymaga również regularnego strojenia. Można by także pomyśleć o odnowieniu politury. I tak jak mówiłam, mam nadzieję, że jeszcze nie jedna osoba doświadczy przy nim pięknych chwil w swoim życiu.
Dziękuję za opowiedzenie nam o fortepianie i podzielenie się swoimi wspomnieniami.
Ja również dziękuję.