Woń mleka i popiołu

19 czerwca 2018

Woń mleka i popiołu

Ostatnim razem pisałem do Was z Kenii, z Kitengeli koło Nairobi. Odbywałem wtedy staż misyjny. Było to rok temu w maju. Dzisiaj jestem w Beninie w Abomey-Calavi, gdzie odbywa się międzynarodowy rok duchowy naszego Zgromadzenia. W ciągu ostatniego roku spotkało mnie wiele dobra, przeżyłem niemało wspaniałych momentów, poznałem wielu życzliwych ludzi i otrzymałem także ogromne wsparcie od tych, których już znam.

Nie ulegajmy złudzeniu, że życie seminarzysty-misjonarza w Afryce jest beztroską igraszką. Jednak dzięki Opatrzności naszego Taty w Niebie i wszystkim dobrym i życzliwym ludziom, moje życie jest piękne, a ja jestem szczęśliwy. Chciałbym podzielić się z Wam przynajmniej kilkoma wspomnieniami minionego roku.

                Po dwóch tygodniach w Kitengelii ruszyłem w drogę powrotną do Tanzanii. Lecz nie pojechałem z powrotem do Mwanzy i dalej do Ngudu, gdzie odbywałem swój staż. Zamierzałem odwiedzić inne misje prowadzone przez księży SMA. Przy okazji spełniałem swoje marzenia. Bardzo chciałem  spędzić kilka dni wśród Masajów i zobaczyć górę Kilimandżaro, choćby z daleka. Udało mi się to dzięki księdzu Januszowi Pociaskowi SMA, który przyjął mnie na swoją misję w Moita Bwawani koło Arushy. Trwała pora deszczowa. Drogi były praktycznie nieprzejezdne, za to przyroda pobudzona do wzrostu życiodajnym deszczem zachwycała soczystą zielenią. Lepkie, gliniaste błoto, w które moje nogi zanurzały się po kostki, nie powstrzymało mnie od rozejrzenia się po okolicy i poznania mieszkających tam ludzi. Miałem dwóch przewodników. Jednym z nich był, katechista, który pomaga księżom w ich pracy oraz Sabore - młody uczeń o wielkich marzeniach. Słowo „sabore” w języku Masajów znaczy grubas. Lecz Sabore jest smukły jak jego patyk pasterski, który zawsze nosi ze sobą. Zdziwiony imieniem tak nieadekwatnym do postury imiennika poprosiłem go o wyjaśnienie. Odpowiedź była zaskakująco prosta. Kiedy się urodził i nadawano mu imię był bardzo okrągły, wiec nazwano go grubasem. Kiedy Sabore dorósł, tusza zniknęła, a imię zostało. Opowiadał mi o książce, którą niedawno przeczytał, a która była dla niego bardzo ważna. Książka nosiła tytuł „Czy jest to możliwe?”. Głównym bohaterem tej opowieści jest młody Masaj, który marzy o pójściu do szkoły. Musi się on zmagać ze swoim ojcem, który jest temu przeciwny. Tytuł książki odnosi się do słów ojca, który pyta swojego syna czy jest to możliwe, aby Masaj, który trzyma w jednej ręce miecz, a w drugiej kij pasterski mógłby jeszcze trzymać książkę? Tematyka lektury i jej waga dla Sabore przedstawiają mentalność Masajów i ich przywiązanie do kultury. Kiedy spytałem Sabore czy jest to możliwe, odpowiedział niezbyt przekonująco, że chyba jest.

                Jedna z rzeczy, która mocno zapadła mi w pamięci jest zapach Masajek. Zaraz po przyjeździe do Moita Bwawani poszedłem do kościoła na Mszę świętą. Było jeszcze dużo czasu do rozpoczęcia Eucharystii, więc kościół był prawie pusty. Wewnątrz siedziały tylko trzy kobiety. Kiedy stanąłem w progu kościoła uderzył mnie intensywny zapach. Zapach, który bardzo dobrze znałem, który często czułem, kiedy byłem studentem filozofii w Borzecinie Dużym, który stał się dla mnie zapachem Afryki, rozbudzał moją wyobraźnię i intensyfikował niecierpliwość wyjazdu do Afryki. Bardzo często, kiedy przechodziłem obok wystawy w naszym muzeum afrykańskim, otwierałem tykwę masajską i mocno zaciągałem się zapachem jej wnętrza. Pachnie ona mlekiem i węglem drzewnym. I tak też pachną Masajki. Podszedłem bliżej, aby upewnić się, czy ten zapach nie dobiega skądinąd. Nie myliłem się. Stał się on jeszcze wyraźniejszy. Czy aromat mieszanki mleka i popiołu może się podobać? Nie jest to wykwintny bukiet doskonale skomponowany w laboratorium znanej firmy perfumeryjnej. Niemniej skojarzenie wydarzeń i emocji z tym zapachem jest dla mnie bardzo pozytywne. Już zawsze zapach wnętrza tykwy, zapach mleka i popiołu z węgla drzewnego, będzie dla mnie przyjemnym zapachem nie tylko Masajek, ale i długo wyczekiwanej Afryki. W Moita Bwawani spędziłem zaledwie kilka dni, lecz te momenty bardzo mocno i pozytywnie zapisały się w mojej pamięci.

                Niedługo przed zakończeniem stażu i powrocie do Polski odwiedziłem misję na wyspie Ukara, na której pracował ksiądz Adam Bartkowicz SMA. Podróż na Ukarę trwa cały dzień. Statek z Mwanzy odpływa około 9. rano. Nie płynie on bezpośrednio na Ukarę lecz na Ukerewę, znacznie większą wyspę od docelowej. Tam należy przedostać się do portu leżącego po drugiej stronie wyspy i wsiąść na statek płynący na Ukarę. Na misję dojeżdża się około godziny 19.30 – 20.00. Kiedy dopłynąłem do Ukerewę, na brzegu czekał już na mnie ks. Adam. Zjedliśmy obiad i razem popłynęliśmy dalej na Ukarę. Kiedy jechaliśmy na misję, wszystkie dzieci, kiedy tylko zobaczyły misyjny samochód biegły za nami i radośnie krzyczały „Padri! Padri!” (Ojcze! Ojcze!) pozdrawiając ks. Adama. Bardzo pozytywnie zaskoczony pytam go co robi, że tak go wszyscy tutaj lubią? Powiedział, że to są wspaniali ludzie, wystarczy tylko ich dobrze słuchać, być cierpliwym i wyrozumiałym. Mocno podkreślał, żeby być szczerym. Opowiadał mi, że często powtarza ludziom, żeby rozmawiali z nim otwarcie, żeby nic nie ukrywali. Obiecywał, że nie będzie zły, nie będzie się denerwował. Mówił, że tylko wtedy będzie mógł im pomóc jeśli będzie znał prawdę. On sam był wobec nich szczery i otwarty. Myślę, że właśnie taką postawą oraz swoją dobrocią i łagodnością zdobył serca mieszkańców Ukary. Oprowadził mnie po wyspie, pokazał mi najpiękniejsze miejsca. Zabrał mnie do wiosek rybackich, gdzie jeździł sprawować sakramenty.

                Ks. Adam był moim przyjacielem. Jestem szczęśliwy, że mogłem go poznać. Zawsze też będzie dla mnie wzorem bezinteresownej troski o drugiego człowieka. Bogu niech będą dzięki za wszystkie rzeczy, których przez niego dokonał.

                Po powrocie do Polski i krótkich wakacjach pojechałem do Lyonu na kurs języka francuskiego. Lecz możliwość nauki języka nie była jedynym przywilejem. Lyon jest kolebką Stowarzyszenia Misji Afrykańskich. To właśnie tutaj zamieszkała pierwsza wspólnota misjonarzy SMA, zgromadzona przez biskupa Melchiora de Brésillac. Zawierzył on Stowarzyszenie Najświętszej Maryi Pannie Niepokalanie Poczętej, w jej uroczystość 8 grudnia 1856 roku, w kościele położonym na Lyońskim wzgórzu Fourvière. Wtedy też biskup Brésillac oraz księża Planque i Reymond złożyli uroczyste przyrzeczenia. Ten moment jest przyjmowany za początek istnienia naszego Stowarzyszenia. Ponad 160 lat później modliłem się w tym samym miejscu dziękując za moje powołanie, prosząc o błogosławieństwo dla SMA i o nowe powołania misyjne. Było to dla mnie niezwykle istotne doświadczenie, za które jestem wdzięczny Bogu i księżom, którzy zorganizowali dla mnie pobyt w Lyonie.

                Następnym przystankiem było Abomey-Calavi w Beninie, w Afryce Zachodniej, gdzie obecnie się znajduję. Odbywa się tu międzynarodowy rok duchowy. Jest to czas bezpośredniego przygotowania do złożenia publicznych przyrzeczeń w Kościele Katolickim, a przez to do stania się osobą szczególnie poświęconą Bogu oraz członkiem Stowarzyszenia Misji Afrykańskich. Cała wspólnota liczy trzydzieści sześć osób w tym pięciu księży. Reprezentujemy piętnaście narodowości: Wybrzeże Kości Słoniowej, Gana, Togo, Benin, Nigeria, Republika Środkowoafrykańska, Demokratyczna Republika Konga, Zambia, Tanzania, Kenia, Indie, Kolumbia, Francja, Włochy i Polska. Mieszkamy w pięknym miejscu pełnym zieleni, palm kokosowych, drzew mango, pomarańczy, grejpfrutów, papai i bananów. O świcie budzą nas donośne śpiewy ptaków, a po sjeście, nawet bardziej donośne beczenie owiec, które pasą się nierzadko pod oknami naszych domków. Oczywiście to wszystko, co nas cieszy i zachwyca samo o siebie nie zadba. Dlatego większość naszego czasu poświęcamy na sprzątaniu, grabieniu liści, rąbaniu drewna, koszeniu trawy, karczowanie lasu, podlewaniu ogródka, sprzątaniu zwierzętom, plewieniu chwastów i na wielu innych czynnościach. Muszę przyznać, że praca, nawet lekka w morderczym klimacie tropików nie należy do najłatwiejszych szczególnie dla yovo (czyt. jowo, w języku Fon znaczy biały człowiek lub obcy).

                Na szczęście pot i łzy to nie jedyne składowe roku duchowego. Modlitwa jest nieodłącznym elementem dnia. Każdy dzień rozpoczynamy od Eucharystii, a wieczorem wspólnie modlimy się nieszporami. Jest też wystarczająco dużo czasu na adorację i osobiste praktyki pobożnościowe. Przedpołudnia spędzamy na wykładach z historii misji i SMA, z duchowości i z konstytucji i praw SMA.

                Święta Bożego Narodzenia spędziłem w Parakou. Przy tej okazji mogłem spotkać się z ludźmi z plemienia Bariba. Był to czas odpoczynku i dobrej zabawy. Ze względu na jasny kolor skóry niejako moim obowiązkiem było wcielić się w rolę świętego Mikołaja i rozdawać prezenty. Zrobiłem to z wielką radością.

                Miałem też przyjemność odwiedzić Centrum św. Kamila. Jest to ośrodek założony przez pana Grégoire Ahongbonon, do którego sprowadza on osoby psychicznie chore, które zostały odrzucone przez rodziny i społeczeństwo. Dostają tam niezbędną pomoc medyczną, a przede wszystkim warunki należące się człowiekowi ze względu na jego godność, a których wcześniej byli pozbawieni. Zachęcam Was do obejrzenia krótkiego filmu prezentującego pracę pana Grégoire’a. Możecie go znaleźć wpisując jego imię i nazwisko w wyszukiwarkę na YouTube. Te obrazy powiedzą Wam więcej niż moje słowa.

                Zakończenie roku duchowego zbliża się wielkimi krokami. 27 czerwca będę już Polsce. Niedługo później, w sierpniu zaczynam studia teologiczne w Nairobi. Nareszcie dołączę do Mira, kleryka SMA i mojego przyjaciela, który teraz kończy drugi rok teologii. Dziękuje wszystkim, którzy mnie wspierają modlitwą, dobrym słowem czy też polską kiełbasą. Jestem wdzięczny Wam wszystkim.

                Zawsze, kiedy piszę list do Was, zastanawiam się kim jesteście. Czy to o czym piszę, jest dla Was interesujące? Czy jest coś, co chcielibyście wiedzieć? Czy jest coś, co chcieliście mi powiedzieć?! Dlatego zachęcam Was do napisana do mnie. Możecie napisać e-mail lub zwykły list i zaadresować na nasz dom w Borzęcinie Dużym.

Pozdrawiam Was serdecznie. Trwajcie w Bogu. Do następnego razu.

Pomóż misjonarzom!

Papieskie Intencje Ewangelizacyjne

Listopad 2018
Aby język serca i dialogu przeważał zawsze nad językiem oręża

Poznaj nas bliżej

Pomoc misjom

Dołącz do wybranego dzieła

Stowarzyszenie Misji Afrykańskich

Prowincja Polska
Borzęcin Duży
ul. Warszawska 826
05–083 Zaborów
22 75 20 888
sma@sma.pl
Numer konta:
40 1600 1127 1849 0839 4000 0001

Centrum Misji Afrykańskich

Rekolekcje, konferencje, formacja

Borzęcin Duży
ul. Warszawska 826
05–083 Zaborów

tel.: 22 75 20 888

 

email: cma@sma.pl 
Numer konta: Centrum Pomocy Misiom ''MOYO''
29 1600 1127 1844 3217 0000 0001 




CChW Solidarni

Centrum Charytatywno-Wolontariackie

Borzęcin Duży
ul. Warszawska 826
05–083 Zaborów
KRS: 0000229579

tel.: 22 75 20 313

 
email: solidarni@sma.pl 

Numer konta: 
71 1600 1127 1844 3996 6000 0001

ORM Piwniczna

Ośrodek Rekolekcyjno-Misyjny
ul. Śmigowskie 110
33–350 Piwniczna-Zdrój

tel.: 18 44 000 77
fax.: 18 44 000 76
 
 
 

 

email: piwniczna@sma.pl 

Numer konta:
88 1240 1558 1111 0010 1296 8546

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
134 0.25133681297302