Zapach Owiec ...

Nowa Misja SMA w Malambo

26 kwietnia 2018

„Teraz już będzie tylko lepiej” powiedział 82 - letni misjonarz ks. Joe z Ngorongoro, żegnając nas w niedzielę Dobrego Pasterza o 5:30 nad ranem, gdy ruszaliśmy do Malambo. Już od 5 dni próbujemy dostać się na naszą nową misję. Wdziera się w nasze myśli zwątpienie, bo ta wędrówka tak naprawdę zaczęła się wiele lat wcześniej... 

Jak długo może być pod górkę? To prawda, że jak droga jest kręta, to trudno zasnąć, ale czy kiedyś znajdziemy się na prostej?
Gdy zapadła decyzja, że Stowarzyszenie Misji Afrykańskich w Tanzanii, chce „zatrzymać” się w „masajskim świecie”, wszystko wydawało się proste i oczywiste. Nie trzeba było długo czekać na zakręty. Nie wszyscy dzielili entuzjazm „szaleńców”, którzy chcą iść na koniec świata! Później pojawiły się problemy natury formalnej. Najpierw czekaliśmy miesiącami na zaproszenie ze strony lokalnego biskupa do objęcia przez nas misji Malambo. Później nasz współbrat z Filipin - ks. Julieto, miesiącami czekał na wydanie karty pobytowej i zezwolenie na pracę w Tanzanii. Udało mu się to po 4 miesiącach, choć niektórzy od roku czekają na to pozwolenie. Gdy wydawało się, że już wszystko gotowe i możemy ruszać na misję, tragiczna śmierć naszego współbrata ks. Adama Bartkowicza SMA postawiła wszystko pod znakiem zapytania i oddaliła w czasie. Adaś zaczął prostować zakręty. Dotarł do Malambo przed nami i z „niebiańskiego lotu ptaka” czuwa nad nami i „dobrze miesza”... Bo jakże inaczej zrozumieć rozmowę z lokalnym biskupem i jego zgodę, by przez pierwsze lata naszej pracy skoncentrować się na budowaniu wspólnoty od strony duchowej i nie myśleć o finansowych zobowiązaniach misji względem diecezji. Później „dziwnie szybko” bo po 4 miesiącach ks. Julieto otrzymał pozwolenie na pracę w Tanzanii. Z perspektywy czasu także brak zgody na przejazd i pobyt na teranie parku narodowego Ngorongoro, przez który przebiega najkrótsza droga na naszą misję oraz deszcze, które rozmyły wszystkie drogi, były nam potrzebne.
Do mojej dłoni „przyrósł” telefon. Ciągłe rozmowy z katechistami z naszej misji i pytanie o warunki pogodowe (to ponad 250 km z Arushy) były przeplatane rozmowami z odpowiedzialnymi w Ngorongoro o pozwolenia na przejazd (bez pozwolenia taka przyjemność kosztuje 70$!). W środę rano planujemy ruszać... i znów pod górkę. Potrzebujemy nowego listu z kurii potwierdzającego, że pracujemy w Malambo i pomagamy w Ngorongoro. Formalność, która „kosztowała” nas 3h!!! Technika i angielski do tego stopnia pochłonęły zakonnicę, będącą sekretarką biskupa, że najpierw wymazała wcześniej napisany przez siebie tekst, później wydrukowała list błędnie przepisany i jeszcze biegała trzy razy po akceptację i podpisanie listu. Ruszyliśmy o 12! „Na Anioł Pański biją dzwony”... pierwszy przystanek to szpital dla chorych dzieci. Mały Saning'o otrzymał zgodę na powrót do domu. Inny chory czekał na nas „po drodze” w Karatu. Przebiliśmy się przez bramkę w Ngorongoro (strażnicy byli powiadomieni). Udaliśmy się najpierw na spotkanie z lokalnymi władzami parku. Miła rozmowa, dużo niejasności, które zostały wytłumaczone i mamy zgodę na darmowe przejazdy. W Ngorongoro musieliśmy czekać do piątku na spotkanie z Konserwatorem. Było za późno na jazdę do Olbalbal po resztę moich rzeczy. Wraz z chorymi i ks. Julieto nocowaliśmy w Ngorongoro u ks. Joe. W czwartek krótki pobyt w Olbalbal, pakowanie i... „ucieczka”! Zbliżające się deszczowe chmury oznaczały brak możliwości wyjazdu z wioski przez kilka a nawet kilkanaście godzin! Deszcz dopadł nas na ostatnim kilometrze. Podmokły teren, szukanie drogi i ostatnia rzeka, która „nabierała wody w usta”, czyniąc nas niemymi z przerażenia! Ślizgające się opony, stroma skarpa rzeki, ledwie dyszący samochód i... jest! Dotarliśmy na drogę główną i wracamy do Ngorongoro. W piątek docierają do nas wiadomości, że droga do Malambo przez Ngorongoro jest nieprzejezdna. Jakiś autobus od tygodnia utknął w błocie, ciężarówki czekają przy oberwanych brzegach rzek okresowych, które wypełniły się deszczem z Serengeti! Musimy spróbować jechać przez Mto wa Mbu (Rzeka Komarów). Plan jest dobry. Msza na naszej pierwszej wiosce Ngaresero (u stóp aktywnego wulkanu Oldoinyio Lengai), kolejnego dnia msza w Monik i w zależności od pogody albo odwiedzimy jeszcze wioskę Pinyini, albo udamy się w sobotnie popołudnie do Malambo, by razem świętować Niedzielę Dobrego Pasterza! Cudownie jest planować, by później okazało się, że plany Pana Boga niekoniecznie zgadzają się z naszymi...
Piątkowe popołudnie... Opuszczamy Ngorongoro. Do Malambo zamiast 100 km musimy pokonać ponad 200! Piękna okoliczna wioska Engaruka, mijane zebry, gnu, żyrafy... Na horyzoncie pojawia się zielona o tej porze roku święta góra Masajów - „Góra Boga”! Dojeżdżamy do Ngaresero po 4 godzinach jazdy. To dopiero nieco ponad połowa drogi do Malambo! Ludzie stracili nadzieję, że dotrzemy i w kaplicy nie było nikogo (czekali od godz. 15... była godz. 18!). Postanowiliśmy nocować, by mszę odprawić następnego dnia rankiem. Zaniepokoiły nas błyskawice na horyzoncie i wiadomości, że ludzie przez 2 dni „koczowali” przy rzece Monik, która ma swój początek gdzieś na równinach Serengeti. No, ale jak nie będzie padać to damy radę, bo wieczorem samochody zaczęły się przedzierać przez tę rzeką, która na dziesiątkach kilometrów swojej długości nie spotkała ani jednego mostu... W sobotę rano, po spotkaniu modlitewnym we wspólnocie rodzin (o godz. 6 rano) docierają do nas wieści, że choć to słoneczny dzień, to są jakieś problemy na rzece Monik, 15 km od Ngaresero. Radość ludzi i nasza zaduma, że „Słowo staje się Ciałem”, że misja Malambo zaczyna żyć swoim nowym życiem, spotykają się w radosnej liturgii Eucharystii. Czas ruszać do Monik...
To kolejny przystanek na naszej drodze do Malambo, ale okazał się „przystanią”, do której mogą dotrzeć tylko łodzie. Monik zostało odcięte od świata przez otaczające je rzeki. Droga do Monik zniknęła z mapy i mojej pamięci. Zamiast niej objazdy i stos kamieni naniesionych przez górskie potoki. Docieramy do „już słynnej” rzeki Monik. Katechista mówił coś o ewentualnych trudnościach, ale dwie olbrzymie ciężarówki ledwie wystające z zalewającej je wody nie napawają optymizmem. Dziesiątki ciężarówek, samochodów osobowych zatrzymały się nad jej brzegiem. Masajowie rozpalają w pobliżu ogniska i oferują kosztowne posiłki. Ciężarówki utknęły poprzedniego wieczoru, gdy ok. 17 nieoczekiwanie nadeszła „fala uderzeniowa” po kolejnych obfitych deszczach w Serengeti. Oni czekają już prawie 20 godzin, woda powoli zaczyna opadać. Co robić? Telefon do Malambo i kolejne zaskoczenie! Całe szczęście, że nie przejechaliśmy przez tę rzekę, bo to ta sama rzeka w okolicy Malambo, gdzie samochody już od 3 dni bezskutecznie próbują się przebić na drugą stronę! Czyli co? Jak mamy dojechać do Malambo? Czekać aż woda opadnie i przebić się do Monik, a następnie czekać na lepsze warunki pogodowe, by pojechać do Malambo? Wracać do Ngaresero? Ponoć droga przez Ngorongoro jest wreszcie przejezdna. To jedyna szansa by dotrzeć do Malambo! Panie Boże... Już nie „marudzę” na konika polnego, który spowodował pęknięcie przedniej szyby w samochodzie, ani na wyboistą drogę tam, gdzie nie ma drogi, ale czy nie wystarczy tych „utrudnień”? Jesteśmy ok. 50 km od Malambo, by do niego „spróbować” dojechać, wracając do Ngorongoro, czeka nas kolejne 300 km! Spróbujmy...
Do Ngorongoro dotarliśmy ok. godz. 17. Nie wiem czy lampart, który przebiegł nam przed maską samochodu to dobry czy zły znak. Ks. Julieto pada ze zmęczenia. Wychodzi też z niego zmiana stref czasowych. Gdy my, w sobotni wieczór jemy kolację o godz. 19, u niego jest już niedziela... Noc jest krótka i wypełniona modlitwą: „Niech się dzieje Twoja wola”... Ks. Joe żegna nas słowami: „Teraz już będzie tylko lepiej”! Piękny wschód słońca, powoli pojawiający się zza gór widok na „Górę Boga” i tysiące antylop gnu, które kontynuują wędrówkę z kenijskiego „Masaj Mara” do równin Serengeti. W porze suchej ta droga zamienia się w „fabrykę kurzu”, po deszczu staje się przejezdna, ale zbyt obfity deszcz zamienia ją w bagna! Musimy się zatrzymać parę razy, by szukać drogi jak się przedrzeć na drugą stronę wyschniętego koryta rzeki, bo brzegi są oberwane. Ostatnia rzeka i brzeg podziurawiony jak sito. Wody też sporo. Zanim spróbujemy ją pokonać muszę na nogach sprawdzić jakie jest dno i jak jest głęboko. Na szczęście dno to piasek, a woda sięga zaledwie do kolan. To będzie 50 metrów prawdy... Okapująca woda z samochodu i zdziwienie ludzi w Malambo, że jesteśmy. Niewielu wierzyło w to, że uda nam się dotrzeć! Imbirowa herbata stawia nas na nogi i przegania zmęczenie. Czas na mszę! Niedziela Dobrego Pasterza... Papież Franciszek kiedyś zwracając się do księży, mówił o tym, że kapłani powinni pachnieć zapachem swoich owiec a nie drogimi perfumami. Co „poczuli” wierni na nasz widok, po latach modlitw i próśb o kapłana? A czy my przesiąkniemy ich zapachem tęsknoty za Bogiem?
Natchniony postawą papieża Franciszka, który po wyborze poprosił zgromadzone tłumy na placu św. Piotra, by go pobłogosławiły i pomodliły się nad nim, proszę więc przed końcowym błogosławieństwem, by wybrano ze zgromadzenia przedstawicieli dzieci, młodzieży, rodziców i starców, którzy nas (ks. Julieto i mnie) pobłogosławią, nakładając na nas ręce i kreśląc znak krzyża, gdy my będziemy klęczeć przed całym zgromadzeniem. Potrzebujemy tego błogosławieństwa. Potrzebujemy zapachu owiec... Inaczej nigdy ich nie znajdziemy... inaczej nigdy one nie znajdą nas... i Tego, który nas posłał.

 

Pomóż misjonarzom!

Papieskie Intencje Ewangelizacyjne

Sierpień 2018
Aby decyzje ekonomiczne i polityczne chroniły rodzinę jako jeden ze skarbów ludzkości

Poznaj nas bliżej

Pomoc misjom

Dołącz do wybranego dzieła

Stowarzyszenie Misji Afrykańskich

Prowincja Polska
Borzęcin Duży
ul. Warszawska 826
05–083 Zaborów
22 75 20 888
sma@sma.pl
Numer konta:
40 1600 1127 1849 0839 4000 0001

Centrum Misji Afrykańskich

Rekolekcje, konferencje, formacja

Borzęcin Duży
ul. Warszawska 826
05–083 Zaborów

tel.: 22 75 20 888

 

email: cma@sma.pl 
Numer konta: Centrum Pomocy Misiom ''MOYO''
29 1600 1127 1844 3217 0000 0001 




CChW Solidarni

Centrum Charytatywno-Wolontariackie

Borzęcin Duży
ul. Warszawska 826
05–083 Zaborów
KRS: 0000229579

tel.: 22 75 20 313

 
email: solidarni@sma.pl 

Numer konta: 
71 1600 1127 1844 3996 6000 0001

ORM Piwniczna

Ośrodek Rekolekcyjno-Misyjny
ul. Śmigowskie 110
33–350 Piwniczna-Zdrój

tel.: 18 44 000 77
fax.: 18 44 000 76
 
 
 

 

email: piwniczna@sma.pl 

Numer konta:
88 1240 1558 1111 0010 1296 8546

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
134 0.13708209991455