Wspomnienia o ks. Adamie Bartkowiczu SMA

Mija już 15 miesięcy

20 czerwca 2019

'Jestem głęboko przekonany, że śmierć ks. Adama była kwintesencją jego życia. Pewien autor napisał kiedyś, że żyje prawdziwie tylko ten, kto ma coś w swoim życiu, za co gotów jest umrzeć. To nie był przypadek, że ks. Adam umarł ratując życie drugiego człowieka – była to prosta konsekwencja jego wieloletnich wyborów. Ostatnie momenty życia ks. Adama nie objawiają jakiegoś nowego rysu jego charakteru, ale raczej tylko podkreślają to, co już w nim było. Pięknie to określił o. Chungu, Spirityn, któremu ks. Adam uratował życie: „Adamie, jesteś świętym, który mieszkał w sąsiednim pokoju”. A potem opisując heroizm ks. Adama, o. Chungu dodaje: „Nawet przez sekundę nie myślałeś o sobie”!'                                                                                                                                                                                                                                        Fragment homilli wygłoszonej przez ks. Wacław Dominika SMA w czasie uroczystości pogrzebowych ks. Adama Barkowicza SMA.

Mija 15 miesięcy od tragicznej śmierci ks. Adama Bartkowicza SMA, 20 marca 2018 roku, w Tanzanii. My wszyscy, którzy go znaliśmy, byliśmy ogromnie zaskoczeni, kiedy otrzymaliśmy wiadomość o Jego odejściu z tego świata. Znając go osobiście, nie byliśmy zdziwieni jednak tym, że umarł on ofiarując swoje życie ratując o. Chungu Cycus C.S.Sp. Oto kilka świadectw, które znały ks. Adama.

'Kiedy wyjeżdżałam na misje do Tanzanii, posłana przez Stowarzyszenie Misji Afrykańskich, często na tablicach, w albumach i książkach widziałam zdanie, które wypowiedział założyciel SMA, Melchior de Marion-Brésilac: „Być misjonarzem z głębi mojego serca...”. Zastanawiałam się wtedy, co to oznacza w praktyce. Bardzo szybko mogłam się o tym przekonać, gdy poznałam ks. Adama.

Ksiądz Adam przyjął święcenia kapłańskie po trwającej prawie 10 lat formacji w 2013 roku i rozpoczął pracę w Tanzanii w małym miasteczku Ngudu w diecezji Mwanza. Pierwszy raz spotkałam go w 2015 roku, gdy przyjechał w odwiedziny do misji, gdzie posługiwałam. Był to czas pory deszczowej, wyjątkowo „mokrej” i jednocześnie okres wielkanocny, który zwykle jest bardzo pracowity dla misjonarzy – w tym czasie odbywa się wiele chrztów dzieci, młodzieży i dorosłych. Codziennością księdza Adama były wtedy wyjazdy do wiosek i udzielanie sakramentów dla dziesiątek katechumenów.

Ks. Adam Barkowicz SMA

Po kilku tygodniach codziennych wyjazdów, ks. Adam postanowił odwiedzić swoich współbraci w misji, gdzie i ja pracowałam. Jego podróż trwała o kilka godzin dłużej niż planował, ponieważ po drodze okazało się, że sezonowa rzeka zalała drogę i próby przedarcia się przez nią są po prostu niebezpieczne. Można utknąć w błocie, zepsuć samochód, a gdyby okazało się, że deszcz nadal pada, zostać po prostu zalanym wodą - nigdy nie wiadomo jak głęboka jest kałuża, kiedy pada przez 2-3 dni bez ustanku. Pewnie niejeden po prostu by zawrócił, ks. Adam jednak zbadał poziom wody i postanowił zaczekać kilka godzin, aż woda opadnie. W tym czasie ucinał sobie pogawędki z mieszkańcami pobliskiej wioski, którzy właśnie przechodzili obok. Zmęczony i głodny dojechał do naszej misji wieczorem, tak bardzo zależało mu, aby spotkać się z innym księdzem, który był jego przyjacielem. Ujął mnie wtedy nieskomplikowanym stylem bycia i poczuciem humoru. Każdy przy nim czuł się swobodnie, „jak u siebie". Bezpośredniość w kontaktach i otwartość sprawiała, że nie tylko inni misjonarze, ale też pracownicy lubili z nim przebywać. Wspominali, że z ks. Adamem można było porozmawiać „jak ze swoim”, że nie miał względu na osobę: nieważne, czy ktoś jest biskupem czy kucharką, traktował każdego z miłością i szacunkiem.

Ks. Adam dbał o relacje z przyjaciółmi, z długim wyprzedzeniem planował odwiedziny, przywoził ze sobą drobne upominki, choćby napoje gazowane lub kokosy. Często dzwonił, tylko po to, żeby pozdrowić i zapytać, co słychać, wysyłał zabawne zdjęcia. Potrafił rozładować napiętą atmosferę jednym zdaniem. Zbyt dobrze znał smak cierpienia i smutku, aby rezygnować z chwil radości, kiedy tylko były możliwe. Wiedział, że zły duch boi się radości, która jest owocem Ducha Świętego. Bardzo hojnie dawał innym swój czas, często rezygnował z własnych planów, kiedy ktoś poprosił go o pomoc - żeby dokądś pojechać, zmontować film promocyjny, przygotować materiały na spotkanie, porozmawiać z potrzebującą osobą, pomodlić się za kogoś. Był zawsze gotowy, by służyć. Potrzebował tylko kilku minut na przeorganizowanie planów. Dostaliśmy kiedyś nieoczekiwane zadanie, aby pojechać do szkoły, a tam przeprowadzić wywiad z jedną z uczennic i nagrać go. Nie był to dla ks. Adama żaden problem, ponieważ zwykle woził ze sobą aparat fotograficzny i komputer. Pojechaliśmy do szkoły oddalonej o 150 km od miejsca, gdzie przebywaliśmy, zrobiliśmy zdjęcia, nakręciliśmy film (ks. Adam bardzo starał się, aby zestresowana uczennica czuła się dobrze w tej niecodziennej dla niej sytuacji), a w nocy, po przyjeździe na misję, ks. Adam jeszcze wszystkie materiały wstępnie obrobił, poprzycinał, poprawił i wysłał. Wszystko to z pogodą ducha, zaangażowaniem, bez narzekania, że musi wykonywać jakieś dodatkowe zadania przeciwnie - w radością, że może pomóc.

Ofiarowywał nie tylko swój czas. W duchu działalności SMA angażował się w pomoc ubogim, chorym i potrzebującym. Zabierał na zakupy dla dzieci, które potrzebowały butów, mundurka, włączył się w Program Duchowej Adopcji Dziecka w Afryce, kupował żywność od ubogich farmerów, aby podreperować ich domowy budżet, a jednocześnie nie dać im odczuć, że otrzymują jałmużnę, z wielkim szacunkiem do godności oso

Ciekawe historie zdarzały mu się w biurze parafialnym. Pewnego dnia przyszła do niego para małżonków przeżywających kryzys w związku. Pokłócili się o coś i potrzebowali, żeby ktoś rozstrzygnął ich spór, na „sekundanta” wybrali księdza. On wysłuchał obojga, pomógł znaleźć rozwiązanie, a na koniec kazał im się pocałować na zgodę, czym wywołał nie tylko zdziwienie, ale i oburzenie – w Tanzanii nie całuje się publicznie współmałżonka. Młodzi jednak posłuchali księdza, skoro sami przyszli do niego po poradę. Pocałowali się i pojednani wrócili do domu.

Ks. Adam  głęboko wierzył w siłę i moc łask płynących z Sakramentów, zwłaszcza z Eucharystii. Kiedyś odwiedziłam go na wyspie Ukara, gdzie pracował od 2015 roku. Wypadał wtedy pierwszy piątek miesiąca i okazało się, że mogę pójść z nim w odwiedziny do chorych parafian. Jeśli ktoś przeżywa kryzys wiary, to jestem przekonana, że taka wizyta odnowiłaby w nim moc Ducha. Wierni czekali na księdza, wiedzieli, że przyniesie im Boga. Dosłownie zapraszali Boga do swoich domów. Wędrowaliśmy tak w pełnym słońcu przez kilka godzin, ale to nie miało znaczenia, że długo i że gorąco. Może to dla kogoś ostatnia szansa, żeby pojednać się z Panem? Ostatnia spowiedź, ostatnia Komunia... Ksiądz Adam witał ludzi z uśmiechem, słuchał każdej spowiedzi, zapraszał całą rodzinę do wspólnej modlitwy za chorego. Był kapłanem, który znał Boga miłującego, miłosiernego i takiego Boga chciał dawać innym. Chciał, aby ludzie takiego Boga znali. Właśnie takiego Boga pokazywał i mnie podczas Sakramentu Pokuty i Pojednania, zawsze znalazł czas i miejsce, żeby wysłuchać spowiedzi.

Praca z osobami świeckimi i dzielenie się swoim doświadczeniem, by pokazać komuś piękno Afryki nie były obce ks. Adamowi. W czasie pracy w parafii Ngudu był opiekunem grupy młodych Irlandczyków, Friends of Africa, którzy przyjechali na miesięczny program do Tanzanii - uczyli angielskiego tamtejszą młodzież szkolną, organizowali im turnieje sportowe i zajęcia artystyczne. Pamiętam wieczór, kiedy wylądowali w Mwanzie, by zapoznać się ze swoimi opiekunami pobytu i szczegółami programu. Ksiądz Adam cierpliwie odpowiadał na pytania, oprowadzał po okolicy, spędził cały wieczór grając w grę Jenga, a rano zapakował do samochodu i zawiózł do misji, jeździł bardzo ostrożnie, bezpiecznie, czasem aż nazbyt wolno. Pamiętał również, że jest to dzień urodzin jednej z uczestniczek. Wieczorem, gdy dotarli na miejsce, pomógł zorganizować przyjęcie urodzinowe.

Był bardzo praktycznym człowiekiem. Kiedy mógł kilka spraw załatwić po drodze, „przy okazji”, tak planował, wyjazd, aby maksymalnie go wykorzystać. Między innymi ten pragmatyzm pomagał mu mieć czas na wszystko: wypełnianie obowiązków, spotkania z ludźmi, modlitwę, ale też realizowanie swoich pasji, z których największą było lotnictwo. Posiadał imponującą wiedzę na temat samolotów, specjalistyczne wiadomości i umiejętności prowadzenia niektórych typów samolotów. Kiedy znajdował zainteresowanego słuchacza, mógłby godzinami opowiadać o lotnictwie. Grywał w bilard, świetnie pływał, lubił piesze wycieczki – dużo wędrował po wyspie, wspinał się na tamtejsze skały, aby z wysoka podziwiać wspaniałość Jeziora Wiktorii. Tam miał czas na przemyślenia, tam zatrzymywał się ze swoimi myślami, odpoczywał. Wieczorami, kiedy życie na misji cichło, a baterie w systemie solarowym wyczerpywały się, przy małej lampce lub latarce czytał książki o lotnictwie, powieści i biografie, lektury duchowe. Jedną z ostatnich, o jakich rozmawialiśmy była biografia Ojca Dolindo „Jezu, Ty się tym zajmij”. Od stycznia 2018 r. Ks. Adam był uczestnikiem programu stałej formacji kapłanów i osób konsekrowanych. Brał udział w wykładach na temat duchowości, różnych modeli parafii, dialogu międzykulturowego. Umówiliśmy się, że podzieli się swoją wiedzą, obiecał pożyczyć mi swoje notatki. Nie zdążył.

20 marca 2019 r. minął rok od dnia, kiedy ks. Adam odszedł na spotkanie z Panem – z tym, którego kochał najbardziej i, któremu służył z oddaniem. Te ostatnie dni marca przypominają rodzinie i przyjaciołom, że stracili kogoś bardzo ważnego i wyjątkowego. We wspomnieniach jak bumerang wraca jeden obraz, motyw, wspólny dla wszystkich historii i spajający życie ks. Adama w całość: dobroć i troska o innych. Nawet okoliczności śmierci ks. Adama podsumowują w ten sposób jego życie: oddawał wszystko bliźnim. Ich potrzeby i dobro stawiał jako priorytet swoich decyzji i działań. Był równocześnie ojcem i bratem. Nie zatrzymywał nic dla siebie. Nie zatrzymał też swojego życia ziemskiego. Wszyscy wierzymy, że teraz, żyjąc wiecznie cieszy się z bliskiej obecności Tego, który był jego Nauczycielem i Mistrzem.'

Anna Bieniek, Misjonarka Świecka SMA

'"Każdego zabieram z tego świata w chwili największego zbliżenia do Mnie. Troszczę się, aby każdy przyszedł do Mnie z największym bogactwem, jakie dla niego jest możliwe" Pan Jezus do Alicji Lenczewskiej.

Trudno uwierzyć, że minął już rok od śmierci dla tego świata dobrego kapłana, przyjaciela, księdza Adama. To właśnie z nim i naszą misjonarka świecka Beatą, po raz pierwszy zawitałam do Bugisi w Tanzanii, kiedy przyjechałam na krótki pobyt w 2014 roku, wtedy też zapragnęłam przyjechać na dłuższy okres, co zrealizowałam w 2016 roku. Rozpoczęcie nowej misji na wyspie Ukara, nie było łatwym zadaniem, ks. Adam i Simon podjęli się tego, bo taka była potrzeba, bo ludzie czekali tam na Jezusa.

Ksiądz Adam pragnął być blisko nich, odwiedzał regularnie wszystkie wioski, miał również plany wprowadzenia wizyty duszpasterskiej, takiej jak mamy u nas w Polsce, po świętach Bożego Narodzenia, żeby być jeszcze bliżej, żeby poznawać potrzeby ludzi, z którymi jest. Zawsze pomocny, oddany, gotowy porozmawiać, udzielić sakramentów, zawsze można było na niego liczyć. Nie kazał na siebie czekać, po prostu był, w lepszych i gorszych chwilach.

W czasie mojego pobytu był dla mnie ogromną pomocą i wparciem, był dobrym człowiekiem, co najbardziej pokazał tuż przez śmiercią - to jest miłość i naśladowanie Jezusa, nie zawahać się, zaryzykować własnym życiem dla drugiego człowieka. Na zawsze już pozostanie w naszych sercach i pamięci.

Po ludzku patrząc na tragedię, która się wydarzyła rok temu, jest to ogromna strata i ból dla nas wszystkich, szczególnie dla rodziny ks. Adama, ale „nie tak jak myśli człowiek, myśli Bóg.” On widzi więcej niż my i panuje nad wszystkim, i ufam, i wierze, że słowa które Jezus powiedział do Alicji Lenczewskiej są prawdziwe. Wierzę, że całe Niebo cieszy się teraz obecnością ks. Adama, że już na wieczność będzie szczęśliwy, otoczony i przeniknięty Bożą Miłością i niczym więcej, tylko, i aż, Miłością. Ufam, że kiedyś spotkamy się tam, gdzie jest ojczyzna nas wszystkich, w Niebie. Zawalczmy zatem w tych zawodach i zdobywajmy Niebo, wiemy co robić. Ksiądz Adam pokazał, że warto zaryzykować wszystkim dla tej Miłości i że prawdziwe są słowa „Zamiast ciągle na coś czekać – zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później, niż Ci się wydaje." Co dzień dziękujmy za kapłanów, wybranych przez Boga apostołów, dzięki którym możemy być tak blisko Jezusa, bo nawet nie zdajemy sobie sprawy, ilu ludzi nie ma takiego przywileju. Oni odpowiadają "tak" na wezwanie, rzucają wszystko i idą. Składają obietnicę Bogu, świętą obietnicę i musimy się bardzo za nich modlić, żeby w niej wytrwali i zawsze trzymali się mocno krzyża naszego Pana Jezusa Chrystusa i ręki Niepokalanej Matki.'  

Łucja Kordeczka, wolontariusz SMA

 

 

Pomóż misjonarzom!

Papieskie Intencje Ewangelizacyjne

Wrzesień 2019

Aby politycy, naukowcy i ekonomiści wspólnie pracowali dla ochrony mórz i oceanów.

 

Poznaj nas bliżej

Pomoc misjom

Dołącz do wybranego dzieła

Stowarzyszenie Misji Afrykańskich

Prowincja Polska
Borzęcin Duży
ul. Warszawska 826
05–083 Zaborów
22 75 20 888
sma@sma.pl
Numer konta:
40 1600 1127 1849 0839 4000 0001

Centrum Misji Afrykańskich

Rekolekcje, konferencje, formacja

Borzęcin Duży
ul. Warszawska 826
05–083 Zaborów

tel.: 22 35 04 735

kom.: 532 689 496  

email: cma@sma.pl 
Numer konta: Centrum Pomocy Misiom ''MOYO''
29 1600 1127 1844 3217 0000 0001 




CChW Solidarni

Centrum Charytatywno-Wolontariackie

Borzęcin Duży
ul. Warszawska 826
05–083 Zaborów
KRS: 0000229579

tel.: 22 75 20 313

 
email: solidarni@sma.pl 

Numer konta: 
71 1600 1127 1844 3996 6000 0001

ORM Piwniczna

Ośrodek Rekolekcyjno-Misyjny
ul. Śmigowskie 110
33–350 Piwniczna-Zdrój

tel.: 18 44 000 77
fax.: 18 44 000 76
 
 
 

 

email: piwniczna@sma.pl 

Numer konta:
88 1240 1558 1111 0010 1296 8546

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
131 0.13185000419617